Rok 2008. Nasza pierwsza wspólna podróż samolotem, (o tym jak przygotować się do lotu dowiesz się tutaj) więc oczywiście każdy na swój sposób się bał. Jak się okazało zupełnie niepotrzebnie, bo to super frajda i podróż minęła nam przyjemnie na podziwianiu widoków.

w samolocie
Oskar przed swoim pierwszym lotem

Po wylądowaniu znaleźliśmy się w innym świecie. Przede wszystkim uderzył nas brak chmur. Nawet najmniejszej chmurki nie było widać na niebie. Mimo wysokiej temperatury nie czuć było upału. W końcu to wyspa. Nasza dwutygodniowa wycieczka zorganizowana była przez nieistniejący już (po tamtych wakacjach upadł) Orbis Travel. Wszystko było zorganizowane bez zarzutu. Na lotnisku rezydent zapakował nas do autobusu mającego rozlokować nas w hotelach. Jechaliśmy słuchając przewodnika i podziwiając widoki z narastającym przeczuciem super wakacji.

widok z autobusu kreta
Widoczki z autobusu

Nasze miejsce pobytu było ostatnie (co w konsekwencji sprawiło, że wracając byliśmy pierwsi i mogliśmy zająć najlepsze miejsca) i najładniejsze. Hotel Palladion w Adelianos Campos. Jechaliśmy w ciemno i to był strzał w dziesiątkę. Hotel bardzo czysty (codziennie widzieliśmy pracującego od rana do wieczora ogrodnika), jedzenie wyśmienite, obsługa hotelu bardzo uprzejma. Z czystym sumieniem polecamy to miejsce.

palladion
Palladion widok z basenu i z balkonu
palladion2
Hol i alejka prowadząca do pokoi

Po rozpakowaniu bagaży poszliśmy obejrzeć miejscowość i morze, do którego mieliśmy nie więcej jak 100 metrów. Wszystko dla nas było nowe i ciekawe. Zaskoczyły nas także zdumiewająco niskie ceny, których, za podstawowe rzeczy jak piłka plażowa czy materac, trudno byłoby znaleźć nad naszym Bałtykiem. Zrobiliśmy szybkie zakupy: zaopatrzyliśmy się w niezbędne buty do chodzenia po kreteńskiej plaży, ja zakupiłem zgrzewkę piwa Mythos (20 puszek 0,33l) i wróciliśmy na umówione spotkanie z pilotem wycieczki.

plaża
I to ma być plaża???

Jako że zapowiadał się wyjazd cudów, a my czuliśmy się trochę jak w bajce, nie zabrakło go także na spotkaniu z rezydentem który okazał  się …koleżanką z akademika Sabiny.

rezydent
Z prawej rezydentka Ewa

Po ustaleniu co słychać po latach i ogólnych ploteczkach ustaliliśmy co  warto zobaczyć. Kolejny raz poszliśmy na rekonesans po Adelianos Campos. Wyszukaliśmy restauracje i sklepy z których korzystaliśmy już do końca pobytu… i poszliśmy zobaczyć zachód słońca. Pierwszy raz widzieliśmy tak szybko znikające w morzu słońce. W ciągu kilku minut zapadła noc. Nie było wieczoru i jakiejś szarówki – od razu noc.

zachód
Zachód nad plażą w Adelianos Campos

Równie błyskawicznie wstał dzień.

574 KOMENTARZE

Comments are closed.