W 2009, rok po Krecie a totalnie zakochani w Grecji postanowiliśmy zwiedzić kolejną grecką wyspę. Padło na Rodos, którym z kolei zauroczona była moja koleżanka. Zachwycona była również hotelem i z jej rekomendacji skorzystaliśmy. Niestety już na wstępie muszę napisać, że zawiedliśmy się od pierwszej chwili tak wyspą jak i samym hotelem. Czy było aż tak źle i co właściwie nam się nie podobało dowiesz się czytając ten wpis i pokrewne dotyczące Rodos.

rodos
Taras hotelu

Pobyt zarezerwowaliśmy w hotelu Kolymbia Sky w miejscowości Kolymbia – małym turystycznym resorcie na wschodnim wybrzeżu wyspy. Pierwsze co nas zaskoczyło i rozczarowało to brak zieleni w porównaniu z soczystą i zieloną Kretą Rodos wydawało się już na pierwszy rzut oka wysuszoną oazą. Być może trochę czuliśmy się oszukani spodziewając się drugiej Krety. Niestety Rodos drugą Kretą nie jest i choćby przez bliskość od Turcji a także wielkość, wyspa ta zwyczajnie ma inny klimat.

maparod
18 km od Turcji

Nietęgie miny na początku urlopu to nic fajnego wszak mieliśmy przed sobą jeszcze 2 tygodnie. Po dojechaniu do hotelu również się rozczarowaliśmy, za te pieniądze spodziewaliśmy się czegoś lepszego. Mimo wszystko to wciąż mogły być udane wakacje. Rozpakowaliśmy się i ruszyliśmy obejrzeć naszą miejscowość by zrobić zakupy, bo zameldowaliśmy się już po kolacji. I tu znów rozczarowanie i miny zrzedły nam jeszcze bardziej. Na ulicach pusto, żadnych czynnych sklepów, tawern, restauracyjek…co gorsza nie było również żadnych nieczynnych. Zrealizował się nasz koszmar trafienia na bezludną wyspę.

rodos
Widok z balkonu

Następnego dnia po śniadaniu postanowiliśmy iść na basen aby choć trochę poprawić sobie humor. Już od rana czekały na nas niespodzianki 🙄 Nasz maluch nie bardzo miał ochotę jeść kiedy było śniadanie, za to apetytu nabierał z chwilą zamknięcia stołówki, więc zazwyczaj i bez  problemu braliśmy mu dwie bułki z nutellą na później, ale nie tutaj…przy drzwiach dogonił nas właściciel hotelu i pokazywał, że nie wolno wynosić jedzenia. Cóż, z niesmakiem odłożyliśmy bułki za które zapłaciliśmy i poszliśmy po ręczniki. I tu była druga niespodzianka: na basenie było pusto, ale na wszystkich leżakach porozkładane były cudze rzeczy. Jak się okazało, taki zwyczaj wprowadzili Czesi, kto pierwszy wstał zanosił ręczniki i zajmował miejsca koło basenu. Potem my też byliśmy tacy cwani i wszyscy nowi przyjeżdżający musieli się obejść smakiem. Wracając do właściciela to był on jakoś dziwnie złośliwy, albo wyczuwał naszą niechęć – raz gdy opalaliśmy się przy basenie to tak ustawiał podlewanie trawnika, że gdzie byśmy się nie przesunęli to woda leciała na nas. Nagrodą za te „cierpienia” był kot z którym od razu z wzajemnością zaprzyjaźniliśmy się.

rodos
Nasz przyjaciel z Rodos

To właśnie ten kot nauczył nas nie zwracać uwagi na właściciela i wreszcie zacząć cieszyć się z wakacji. Kiedy pospacerowaliśmy tym razem w drugą stronę, odkryliśmy zarówno sklepy jaki i bary czy tawerny. Okazało się, że jednak są tutaj też inni ludzie. A z czasem nawet polubiliśmy Rodos 😉

Wakacje to nie tylko zwiedzanie

Sam hotel położony jest blisko morza (plaża kamienista jak na Krecie), widać że wokół dopiero wszystko się zabudowuje, stąd ten spokój i brak kawiarenek, co może też mieć swoje plusy. My po obejrzeniu morza, chwyciliśmy za przewodnik i ustaliliśmy wspólnie co chcemy zobaczyć.

 

544 KOMENTARZE

Comments are closed.